Kredyty
Jednak dobrze, że te pół roku temu się nie przewalutowaliśmy.
Remonty
Żona-projektant to skarb nieoceniony
A w kwestii kapitalnego remontu zamieszkałego mieszkania, to jeżeli możesz tego uniknąć, to tak zrób.
Kredyty
Jednak dobrze, że te pół roku temu się nie przewalutowaliśmy.
Remonty
Żona-projektant to skarb nieoceniony
A w kwestii kapitalnego remontu zamieszkałego mieszkania, to jeżeli możesz tego uniknąć, to tak zrób.
Jak w temacie. Detsche Bank, Millenium Bank, nawet GE Money Bank.
Obecnie mamy w PKO BP.
PKO BP… w tamtym roku ich oferta była dla nas najlepsza. Dziś? Hm, dziś nasza sytuacja zmieniła się na tyle, że możemy poszukać sobie czegoś innego (zarówno z wyższymi zarobkami, jak i z dobrą – roczną historią kredytową). Franki, wg. moich wstępnych wyliczeń, są dla nas bardziej korzystne.
Dzięki swojemu uporowi, jak również wyrozumiałości małżonki, w dniu dzisiejszym (21 maja 2008 r) posiadłem konsolę Playstation 2 z SingStarem.
Massive!
Jeżeli miałbyś / miałabyś ochotę oddać w dobre ręce bądź sprzedać mi którąkolwiek z w/wym gier po przyzwoitej cenie, poproszę o kontakt.
Pora na zmiany. W ramach nie-mieszania stylów przeróżnych, postanowiłem zrobić tu lekki porządek.
Z bloga zniknęło trochę artykułów – zostały przeniesione. Zamiast jednego bloga, jest kilka. Jaki plan jest? Ano, taki:
Jest jeszcze plan na dwa blogi, ale – wydaje mi się – że bardzo sporadycznie mogłyby się tam pojawiać jakiekolwiek wpisy. Konkretnie, myślałem o blogu nt komputerów i programowania oraz o jakimś odjechanym i pseudoartystycznym. Tak czy siak… tak czy siak, nie wiem, nie jestem przekonany – brak czasu i jakichkolwiek pomysłów.
Co stanie się z tym blogiem? Ano, pewnie nic. Zostanie, jako “ogólny”
Do Chemicalsów po “Block rockin’ beats” jakoś niespecjalnie mnie ciągnęło. Ot, pomijając ten jeden numer, doszedłem do wniosku kiedyś dawno, że oni po prostu cośtam sobie grają, taka tam elektronika, do posłuchania, ale można dać spokój. Tak było kiedyś.
Na dziś dzień, będąc nieco bogatszym zarówno w muzyczną dojrzałość, jak i lata – stwierdzam, że ich album “We are the night” jest całkiem niegłupi. Tytułowy kawałek wydaje się łączyć dyskotekowo-techniawkowe kanony z przebojami z gier rodem z 8-bitowego Nintendo. Reszta też przyjemna. Ale… ale to nic a nic nie znaczy, bo najbardziej debeściarski jest “The Salmon Dance”, do którego teledysk, nie ukrywam, skłonił mnie do zapoznania się z najnowszymi produkcjami Chemicalsów.
Cały czas media kręcą się wokół tematów zastępczych (korzystając dla tych celów również z ludzkich tragedii, niestety). Szczyt medialnej głupoty – wyróżniony nagłówek na pierwszej stronie Onetu “Szkoda, że w reklamie PiS nie wystąpił pluszak-kaczor”.
A zadawanie pytań chyba nigdy nie było takie proste: np. kilka z ekonomii:
… czy z dziedziny usług zdrowotnych:
… czy z takiego, np. prawa:
I tak dalej, w ten sam deseń. Realnie rzecz biorąc, ogólnie pojęta wolność w Polsce ma znacznie większe problemy, niż wykłady o. Rydzyka, bezpieczeństwo państwa – znacznie większe, niż tzw. “afery” z działkami odrolnianymi, polskie szkolnictwo ma większe problemy, niż mundurki i listę lektur, itd. itp., a polska służba zdrowia… cóż, polska służba zdrowia w mediach relacjonowana była całkiem w miarę, ale ten nagły przypływ miłości ze strony TVN, TVN24, Gazeta.pl, onet.pl i innych zbliżonych ma silne uzasadnienie – jak to już ujął anonimowy internauta “Zły Kaczyński w Grenoble, dobry pijany Kwaśniewski w Katyniu“. I dalej w ten deseń.
Chleba i igrzysk. Jedno i drugie jest, a nawet gdyby drugiego nie było, to media i tak coś wymyślą. A ja bym sobie jeszcze życzył wolności gospodarczej ze zlikwidowaniem wszystkich możliwych monopoli. Ewentualny następczy rozwój gospodarczy załatwiłby całą resztę. Tego sobie bym życzył w kraju i mam nadzieję, że nastąpi to za mojego życia, bo “inteligentnych mediów” to raczej nikt z nas nie doczeka. Nigdy.
Znamy już płeć dziecka. Chłopak.
W domu pozostaje jeszcze kilka rzeczy do spłacenia, poza samym domem oczywiście. Zastanawiamy się nad kupnem wózka. Możliwości jest przynajmniej kilka…
Tak czy siak… zobaczymy.
Będziemy musieli zmienić samochód. Budżet – bardzo mocno ograniczony. Oglądałem ostatnio Poloneza z 1991 roku – niestety, mimo bardzo pozytywnego wstępnego nastawienia, moje wnioski są zbliżone zarówno do wniosków tego zabawnego pana z Top Gear, jak i do wniosków Rafała Ziemkiewicza na temat zabawek produkowanych za czasów głębokiej komuny. Moje obecne auto – rocznik 1991, produkcja japońska – może nie jest specjalnie superkomfortowe, ale przy polonezie sprawia wrażenie Lexusa, a pojęcie “komfort jazdy” zaczyna się tutaj na poziomie “dobre hamulce”.
Na szczęście mogę liczyć na dużą pomoc ze strony teściów – bardzo korzystnie odstąpią nam swój Mitsubishi Lancer rocznik 1988 (IV-ta generacja) w modnym, srebrnym kolorze, po kapitalnym remoncie wszystkiego, co się dało wyremontować. Czego potrzebuje takie 20-letnie auto?
Z alu-felgami wyglądało by znacznie lepiej…
South Park się psuje, najwyraźniej. I niestety, to nie tylko moje zdanie.
Tak, zdaję sobie sprawę, że każda świeża / nowa / intrygująca / bulwersująca / pobudzający do myślenia / frapująca / etc. forma przekazu po jakimś czasie musi się znudzić / przestać bulwersować / okrzepnąć / zjeść swój własny ogon. Tak to już jest na tym świecie, że coś, co dziś jest nowe i świeże, jutro takie być przestaje.
Z tym, że South Park się nie przejadł. South Park po prostu przestał być taki, jaki był. Nie ma rozważania trudnych pytań (nie licząc sporadycznych podrygów, ale wyjątek potwierdza regułę), nie ma polemiki z ważnymi dla nas wszystkich tematami, co gorsza – nie ma praktycznie wcale polityki, która to kiedyś – pojmowana w southparkowy sposób – była właśnie tą niepowtarzalną.
South Park odszedł. W zbliżonym stylu do takiego np. “Kuby Wojewódzkiego”. Nie zostało nic z tego, co było kiedyś. A to, co było kiedyś, było magnesem, nie mającym sobie równych.
Co mamy w zamian? Szukam nowego “South Parku”. Pod tym postem jest taka opcja, “dodaj komentarz”… Zapraszam.
Web 2.0 mnie wciągnął. Na chwilę obecną korzystam sobie z:
I, generalnie, jest całkiem fajnie. Z jednej strony – nie tworzę nic, ale z drugiej – taki zakładkowy czy RSSowy odsyp dla kogoś obdarzonego podobnym poczuciem humoru może być ciekawym.
A, BTW, Google Reader bije wszelkie dotąd używane przeze mnie czytniki jedną, banalnie prostą funkcją. Wyszukuje feedy po podaniu kilku słów. Super sprawa.