Albumy, których już nie posłuchasz, gdy dorośniesz

maj 19, 2008

Panta rhei. Ale efekty zaskakują. Dobre płyty, którymi się kiedyś jarałem – na dziś dzień są niemniej dobre. Dobre wokale, którymi się kiedyś jarałem – tak, te też dobre są, niezmiennie.

Ale z tekstem coś tak, jakby, nie teges.

Jak słucham Fisza – D. C. P. – z tej pierwszej, “żółtej” płyty – nóż mi się w kieszeni otwiera. Podobnie, jak słucham młodych smętnych ludzi, którzy to udowadniają mi, jak bardzo komfortowa jest ich sytuacja związana z tym, że raczej nie mają, niż mają.

Że o co chodzi?

O pieniądze.

Jak słyszę wersy typu “pieniądze – zepsucie / tylko brać i brać / jak odkurzacz, co ssie, by ssać“, to mnie trafia. Po pierwsze, nie wiem, jak np. dodatkowe 10 – 20 tysięcy złotych na chwilę obecną mogłoby mnie zepsuć. Wręcz przeciwnie – miałbym więcej czasu, żeby poświęcić rodzinie; zamiast chodzić do pracy w niedziele, mógłbym pójść do Kościoła. I tak dalej. Po drugie – tak, owszem, jeżeli jest się młodym człowiekiem, pochodzącym z nie-za-bogatej rodziny, to można sobie różne rzeczy w taki sposób tłumaczyć i odbijać, że tu kolega jeździ fajnym autem, no ale to ja mam bogate życie wewnętrzne – ale do cholery, chyba nie o to chodzi – czasem nadchodzi czas, żeby dorosnąć, nieprawdaż? A po trzecie… dzieci – nie wierzcie takim ludziom. Wystarczy poszukać na Google paru stron, czy wyskoczyć do Janowca, żeby to zobaczyć, jak bardzo się pan Waglewski alias Fisz brzydzi pieniędzmi i unika tego zepsucia, które to z nich płynie.

Żenada. Na dobrą sprawę, to nie wiem, jak można w ogóle wpaść na pomysł puszczania takich gniotów. Z jednej strony, można w to wierzyć, owszem, ale dajcie spokój – Fisz? Ef i es zet? Litości. Jak Habakuk śpiewa o tym, że pieniądze to Babilon, to ma to pozory wiarygodności. Ale Fisz?

Litości.


Rahim – Dynamol

maj 19, 2008

Cały album mogę określić jednym słowem: rozczarowuje.

Dwa bardzo dobre kawałki promujące całą płytę – świetne “Pod paznokciem” czy wyrywające z butów “Cyfroni” tego, niestety, nie zmienią. Owszem, tak, wiem – album producencki, no i tak, zgadza się… muzycznie – świetnie, jakościowo – również świetnie, ale poza parą fristajlujących panów to tam tak na prawdę chyba niewiele dobrego jest, jeżeli chodzi o flow i teksty.

Szkoda! Mogło by być lepiej.