Dzięki temu mam dostęp do nowych “zdobyczy” WWW w bezpieczny sposób. Żadna aktywna strona, żadne AJAXy mi nie straszne. Mogę subskrybować RSSy i instalować pluginy. I jest fajnie – na Windows 98.
A producent Windows 98?
Microsoft zapomniał o Windows 98, nie jest już to wspierany system operacyjny, stąd nie można zainstalować MSIE 7 jednym kliknięciem, z tego, co mi wiadomo.
Z resztą – nowy MSIE 7 by się wlekł na takim sprzęcie.
Dzięki swojemu uporowi, jak również wyrozumiałości małżonki, w dniu dzisiejszym (21 maja 2008 r) posiadłem konsolę Playstation 2 z SingStarem.
Massive!
W tym poście będę prowadził listę gier, które chciałbym mieć. Z jednej strony, mógłbym wrzucić sobie gdzieś wishlistę (np. na amazon.com). Z drugiej, planuję jednak sobie czasem zrobić dobrze i kupić grę z tej listy. Z trzeciej – moi przyjaciele, znajomi, rodzino, etc – jeżeli chcecie mi zrobić dobry prezent – ale to taki na prawdę dobry – wybierz coś z tej listy
Update: lista została podzielona i nieco zmieniona.
Kolejny update: lista została na powrót połączona w jedną całość.
Karta pamięci do PS2 – 64 MB – bez tego nie pojedziemy. Do kupienia na allegro.pl . Około 30 zł.Z akupiona, 8 MB Sony.
Kamera Eye Toy z grą Eye Toy Kinetic – np. w menago.com.pl – 139 zł
Panta rhei. Ale efekty zaskakują. Dobre płyty, którymi się kiedyś jarałem – na dziś dzień są niemniej dobre. Dobre wokale, którymi się kiedyś jarałem – tak, te też dobre są, niezmiennie.
Ale z tekstem coś tak, jakby, nie teges.
Jak słucham Fisza – D. C. P. – z tej pierwszej, “żółtej” płyty – nóż mi się w kieszeni otwiera. Podobnie, jak słucham młodych smętnych ludzi, którzy to udowadniają mi, jak bardzo komfortowa jest ich sytuacja związana z tym, że raczej nie mają, niż mają.
Że o co chodzi?
O pieniądze.
Jak słyszę wersy typu “pieniądze – zepsucie / tylko brać i brać / jak odkurzacz, co ssie, by ssać“, to mnie trafia. Po pierwsze, nie wiem, jak np. dodatkowe 10 – 20 tysięcy złotych na chwilę obecną mogłoby mnie zepsuć. Wręcz przeciwnie – miałbym więcej czasu, żeby poświęcić rodzinie; zamiast chodzić do pracy w niedziele, mógłbym pójść do Kościoła. I tak dalej. Po drugie – tak, owszem, jeżeli jest się młodym człowiekiem, pochodzącym z nie-za-bogatej rodziny, to można sobie różne rzeczy w taki sposób tłumaczyć i odbijać, że tu kolega jeździ fajnym autem, no ale to ja mam bogate życie wewnętrzne – ale do cholery, chyba nie o to chodzi – czasem nadchodzi czas, żeby dorosnąć, nieprawdaż? A po trzecie… dzieci – nie wierzcie takim ludziom. Wystarczy poszukać na Google paru stron, czy wyskoczyć do Janowca, żeby to zobaczyć, jak bardzo się pan Waglewski alias Fisz brzydzi pieniędzmi i unika tego zepsucia, które to z nich płynie.
Żenada. Na dobrą sprawę, to nie wiem, jak można w ogóle wpaść na pomysł puszczania takich gniotów. Z jednej strony, można w to wierzyć, owszem, ale dajcie spokój – Fisz? Ef i es zet? Litości. Jak Habakuk śpiewa o tym, że pieniądze to Babilon, to ma to pozory wiarygodności. Ale Fisz?
Cały album mogę określić jednym słowem: rozczarowuje.
Dwa bardzo dobre kawałki promujące całą płytę – świetne “Pod paznokciem” czy wyrywające z butów “Cyfroni” tego, niestety, nie zmienią. Owszem, tak, wiem – album producencki, no i tak, zgadza się… muzycznie – świetnie, jakościowo – również świetnie, ale poza parą fristajlujących panów to tam tak na prawdę chyba niewiele dobrego jest, jeżeli chodzi o flow i teksty.
Wygląda na to, że z tego bloga zrobi się blog o Lublinie, ale co mi tam.
Byłem ostatnio nad Zalewem Zemborzyckim rowerem. Kilka razy, raz z Żoną nawet. Jakoś tak się do tego Zalewu przekonuję. Czemu? Ano temu, że przykładowo ścieżka rowerowa została pociągnięta do połowy Zemborzyc, a w zimie owa ścieżka robi za trasę do nart. Druga fajna sprawa, to kajaki. Na Marinie można wynająć kajaczek za 25 – 35 zł, nawet można zrobić sobie mini-spływ z Prawiednik czy spod Politechniki (tego ostatniego nie polecam – od Cukrowni strasznie cuchnie, jak zawsze zresztą).
Generalnie polecam. Jak się już zjedzie z tej przeze mnie znienawidzonej rowerowej ścieżki, a przede wszystkim z najbardziej jej wkurzającego odcinka – między ul. Janowską a tamą – to kierujcie się wzdłuż brzegu na Zemborzyce, robi się luźniej.
Pora na zmiany. W ramach nie-mieszania stylów przeróżnych, postanowiłem zrobić tu lekki porządek.
Z bloga zniknęło trochę artykułów – zostały przeniesione. Zamiast jednego bloga, jest kilka. Jaki plan jest? Ano, taki:
na http://anestezja.wordpress.com będę kontynuował swoją pisaninę na temat medycyny (zastanawiam się jedynie, czy jest jakikolwiek sens, żeby to dalej robić po polsku), zaś
na http://bananowykoktajl.wordpress.com planuję zamieszczać informacje n.t. mojego pożycia czysto rodzinnego; powinno zadowolić osoby, które np. nie mają koniecznie ochoty czytać o kolejnej ciąży mojej Żony
Jest jeszcze plan na dwa blogi, ale – wydaje mi się – że bardzo sporadycznie mogłyby się tam pojawiać jakiekolwiek wpisy. Konkretnie, myślałem o blogu nt komputerów i programowania oraz o jakimś odjechanym i pseudoartystycznym. Tak czy siak… tak czy siak, nie wiem, nie jestem przekonany – brak czasu i jakichkolwiek pomysłów.
Co stanie się z tym blogiem? Ano, pewnie nic. Zostanie, jako “ogólny”