Naszego starszego dziecka, dodam.
Normalnie smarujemy Emolium – krem specjalny i jest OK. Pharmaceris też daje radę. A-derma – piękne efekty.
Ale to nie wystarczy.
W ciągu tego lata kilka razy zrobiło się dzieciakowi nie za fajnie ze skórą. Zaczerwienienie, wysięk, stan zapalny, punktowa erozja naskórka. Żeby było weselej, to w miejsach, które “pracują” – ramię na powierzchni wewnętrznej, uda na powierzchni wewnętrznej, stykającej się (tak, 2-latki są pulchniutkie), wysięk pod kolanem (pot, drapanie, wysięk, powtórz)… źle było.
Coś tknęło mnie, żeby zastosować puer płynny. Zwykły puder płynny, z anestezyną i z cynkiem. Dziecko bardzo ostro zareagowało, szczególnie, gdy zastosowanie pudru na uszkodzoną skórę sprawiło mu ból. Bywa.
Poprawa po pudrze płynnym, spytacie?
Rewelacyjna.
Zastosowany na sączące się zmiany ładnie przygaszał zarówno stan zapalny, jak i przyspieszał odbudowę naskórka – dziecko nie drapało się.
A przecież puder płynny wysusza skórę! A podstawą leczenia atopowego zapalenia skóry jest jej nawilżanie. Z drugiej strony, jest “klasyczny” pogląd w dermatologii, który mówi, żeby suche nawilżać, a wilgotne osuszać.
Tak czy siak, co mogło zadziałać tutaj? Skoro powinno być gorzej a było lepiej? Na pewno nie dodatkowe wysuszenie skóry dzieciaka. Jeżeli nie to, to co? Cynk – przeciwzapalnie. A anestezyna?
… i to nasunęło mi następujące wnioski/przypuszczenia/hipotezy:
- są atopowe zapalenia skóry “bardziej” alergiczne i “mniej” alergiczne,
- u naszego dzieciaka główną rolę odgrywa (jak na teraz) świąd,
- skąd się bierze świąd u człowieka, a szczególnie konkretnie ten taki patologiczny – ha.
- … ale jest teoria, że odpowiada za niego substancja P.
Tak czy siak, można gdzieniegdzie przeczytać, że świąd w pewien magiczny sposób mógłby stanowić formę bólu i być przewodzonym powolnymi włóknami C. Zakładając jakąś patologię w obrębie zakończeń nerwowych, która u naszego malucha mogłaby powodować nadmierne wydzielanie substancji P do skóry i następcze wydzielanie histaminy przez limfocyty, moja hipoteza działania pudru płynnego przez anestezynę – czyli przez “przyciszenie” włókien C i wygaszenie świądu – mogłaby mieć sens.
Zacząłem googlać.
Po pierwsze, znalazłem patent z 1998 roku na zastosowanie antagonistów substancji P w celu leczenia m.in. świądu. Fajnie. Czyli jesteśmy na dobrym tropie – przynajmniej teoretycznie.
Po drugie, znalazłem stronę na temat świądu, gdzie przy prawie każdym rodzaju świądu pojawia się kapsaicyna.
Po trzecie, znalazłem publikację “skóra jako organ neuroendokrynny“.
I jaki stąd wniosek? A taki, że spróbujemy krem z kapsaicyną. Najpierw tata na sobie, a potem na dzieciaku. Jest szansa, że będą dobre efekty, jeżeli chodzi o wygaszanie świądu.
PS. sterydów nigdy nie stosowaliśmy, a Elidel raz — potem znalazłem, że jest trial FDA, bo jeszcze trzeba kilka lat badać, czy nie sprzyja nowotworzeniu.
Opublikował/a Michał
Opublikował/a Michał
Opublikował/a Michał 

